- Po co go operowali? – Jadwiga Brutkowska, żona pacjenta, który zmarł wczoraj w nocy w łomżyńskim szpitalu bezradnie rozkłada ręce.
Czesław Brutkowski z Konarzyc koło Łomży był schorowany, miał 69 lat. Leczył się także w Białymstoku. – Na wątrobę – mówi jego żona. W poniedziałek źle się poczuł. Karetką pojechał do szpitala. Następnego dnia odwiedziła go rodzina.
- Lekarze mówili, że zabieg na razie nie jest konieczny – opowiada Jadwiga Brutkowska. – Dobrze się czuł. Przyszła nocna zmiana i lekarka od razu zadecydowała, że będzie zabieg.
Przed jedenastą wieczorem do domu Brutkowskich zadzwonił telefon. – Mam dla pani smutną wiadomość – usłyszała głos lekarki Wandy P.
- Od razu wiedziałam. Popłakałam się – mówi pani Jadwiga.
Z dwoma synami i synową pojechała do szpitala. – Lekarka powiedziała nam, że po zabiegu się wybudził, a po paru minutach nastąpił zgon. Nie wierzę, pewnie się w ogóle nie obudził. Chciałam jej powiedzieć: pani doktor jakoś podejrzanie wygląda, ale dałam się na pokój. Wyszliśmy i mówię do chłopaków, czy ona coś “nie tego”. A synowa mówi: mamusiu, toż ona nadryndolona jak stodoła!
Około godz. 1 w nocy Brutkowscy pojechali na komendę policji.
- Funkcjonariusze zbadali lekarkę alkomatem, który wykazał ponad promil alkoholu – mówi nadkomisarz Krzysztof Leończak, oficer prasowy łomżyńskiej KPP.
“Poranny” ustalił, że lekarka była badana alkomatem dwukrotnie. Pierwsze badanie wykazało, że ma 0,51 mg alkoholu, czyli ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu, drugie – 0,49 mg, około promila. Musiała więc wypić około 150 ml wódki lub co najmniej dwa mocne piwa.
- Gdy policjanci zażądali zbadania krwi, lekarka stwierdziła, że się źle czuje i musi wziąć kroplówkę – dodaje Leończuk.
Wtedy do szpitala przyjechał dyżurny prokurator prokuratury rejonowej i polecił policjantom zakończyć czynności.
- To oczywiście będziemy wyjaśniać – denerwuje się Jacek Cholewicki, szef łomżyńskiej rejonówki. – Prokurator poinformował mnie, że lekarka zasłabła i dlatego odstąpił od badania krwi. Ale nie zabronił policjantom prowadzenia innych czynności!
Do szpitala dojechał w nocy także ordynator oddziału chirurgicznego Zdzisław Oszczapiński. Choć twierdzi, że nie wyczuł woni alkoholu, ani nie stwierdził nic podejrzanego w zachowaniu koleżanki “zdjął” ją z dyżuru. Lekarka tłumaczyła mu, że przejęła się śmiercią pacjenta i zażyła preparat uspokajający na spirytusie.
- Ordynator zapewniał mnie, że zgon pacjenta nastąpił z przyczyn nie związanych z operacją – mówi Jan Bajno, zastępca dyrektora szpitala. – Lekarka została jednak odsunięta od pracy do wyjaśnienia sprawy.
Rano śledztwo w tej sprawie przejęła łomżyńska prokuratura okręgowa. Podjęła ona decyzję o zatrzymaniu 45-letniej Wandy P. i pobraniu od niej krwi do zbadania. Doszło do tego około południa – kilkanaście godzin po badaniu alkomatem. Potem lekarka została przewieziona do policyjnej izby zatrzymań.
- Na razie niewiele mogę powiedzieć – twierdzi prokurator Janusz Sobieski. – Zostało wszczęte postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci oraz narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo życia i zdrowia. Oba paragrafy przewidują karę do pięciu lat pozbawienia wolności.
- To, że lekarce nie pobrano krwi od razu po zatrzymaniu, nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia kodeksowego – powiedziała nam Agnieszka Kalisz, prokurator rejonowy Białystok-Północ. Najważniejsze, że zrobiono jej dwukrotne badanie alkomatem. Obie formy badania stężenia alkoholu kodeks traktuje na równi.
Wyniki śledztwa będą miały ogromne znaczenie także dla łomżyńskiego szpitala. Jadwiga Brutkowska zapowiada, że będzie się ubiegać o odszkodowanie. – Tak tego nie zostawimy – mówi.
Autor artykułu: Maciej Gryguc, (mk)