Zamknąć “czwórki” nie damy – twierdzą stanowczo. Szkoła mieści się w dawnym budynku parafialnym, który dzierżawią od księdza.
- To największa zaleta naszej podstawówki. Budynek wynajmujemy za darmo, sami go remontujemy, malujemy, a gmina dopłaca tylko do prądu, ogrzewania i wody. Rocznie to tylko 86 tysięcy złotych. To najtańsza szkoła w naszym mieście – podkreślają rodzice.
Dwa kilometry dalej
Mimo niskich kosztów Roman Czepe, burmistrz Łap, już zapowiedział likwidację szkoły.
- Chce przenieść blisko 200 uczniów do szkoły nr 1, gdzie już teraz jest ponad 600 dzieci. Powstanie moloch, który na pewno nie zapewni maluchom dobrych warunków do nauki – mówi mama drugoklasistki.
- W “jedynce” dzieci mają wf na korytarzu. I to są odpowiednie warunki? – pyta jeden z ojców. – W dodatku szkoła jest oddalona od naszej o dwa kilometry. Dla dorosłego to niewiele, ale dla dziecka, które dźwiga pięciokilogramowy tornister na plecach, to duża odległość. A kto zapewni dojazd?
Będzie na kredę
Roman Czepe tłumaczy, że przeprowadzka ma być dla dobra dzieci w całym mieście. Bo dzięki likwidacji jednej szkoły, pozostałe będą miały lepiej. A tylko uczniowie skorzystają.
- Rocznie dopłacamy do edukacji trzy miliony. A w szkołach brakuje nawet kredy, dlatego musimy oszczędzać – tłumaczy. – Zamiast dopłacać do szkoły, która mieści się w prowizorycznie przystosowanym budynku, lepiej wydać te pieniądze na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne. Uczniom wyjdzie to tylko na dobre – dodaje.
O losie szkoły zdecydują radni, którzy pod koniec lutego zbiorą się na sesji. Później zawiadomią kuratorium.
- Gminy mają na to czas do końca lutego – mówi Bożena Dzidkowska z podlaskiego kuratorium oświaty. Jednocześnie przypomina, że za likwidacją szkoły nie mogą stać finanse. Musi być inny powód, np. złe warunki do nauki.
- Nasi wizytatorzy będą to dokładnie sprawdzać – zapewnia Dzidkowska.
Autor artykułu: Marta Gawina