Archive for the ‘Archiwa ze Starych Postów’ Category

Wyścig w sieci

Friday, February 2nd, 2007


Telekomunikacja Polska SA “poczula na plecach oddech konkurencji” i zniosla uciązliwe ograniczenia dla uzytkowników neostrady, dotyczące ściągania danych. Mimo tego posuniecia, firme czekają dwa trudne tygodnie. Przyczyny wyjaśnia Jacek Strzalkowski, rzecznik Urzedu Komunikacji Elektronicznej:

- TP SA wprowadza swój nowy regulamin neostrady 15 lutego 2007 roku, zatem do 14 lutego abonenci, którzy nie akceptują jego postanowien, mogą zrezygnowac z tej uslugi, nie ponosząc kary za zerwanie umowy promocyjnej przed terminem – wyjaśnia rzecznik.

Oznacza to, ze wlaśnie teraz konkurenci TP SA mogą liczyc na najwiekszy naplyw klientów.

Tak wiec TP SA sie spieszy, gdyz wkrótce nadejdzie wiecej chetnych do podzielenia internetowego rynku. Nad swoją ofertą dostepu do Internetu pracują Dialog, Exatel, eTel i e-Telko.

Atakuje Multimo

Najnowszym konkurentem TP SA na polu uslug internetowych jest GTS Energis. Firma wlaśnie oglosila start Multimo – swojej uslugi stalego dostepu do Internetu. Zachetą dla klientów mają byc przede wszystkim niskie ceny. Multimo oferuje dostep do sieci internetowej z predkością 512 kb/s w cenie 43,92 zl brutto w przypadku zawarcia dwuletniej umowy.

TP SA za podlączenie neostrady o predkości 512 kb/s na dwuletni okres ząda 71,98 zl. Jezeli jednak skorzystamy ze specjalnej promocji, zaplacimy średnio 49,50 zl miesiecznie (o 5,58 zl drozej niz w przypadku Multimo). Oplata jest znacznie wyzsza, jezeli nie wykupiliśmy abonamentu telefonicznego w TP SA. W takim przypadku trzeba doliczyc 36,60 zl za utrzymanie lącza. Koszty rosną zatem do okolo 94 zl miesiecznie. Oplate za utrzymanie lącza kwestionuje Urząd Komunikacji Elektronicznej, jednak wszystko wskazuje na to, ze zostanie ona wprowadzona od 15 lutego 2007 roku.

Trudne rozstania

Rezygnacja z uslugi dostepu do Internetu przed wygaśnieciem terminu umowy oznacza u kazdego dostawcy dostepu do sieci kary dla klienta.

Na przyklad zakonczenie dwuletniej umowy Multimo po dziewieciu miesiącach kosztuje 538 zl. Tyle wynosi roznica miedzy ceną promocyjną a podstawową, pomnozona przez liczbe miesiecy, w trakcie których z niej skorzystaliśmy. Tak wiec oplata za zerwanie umowy rośnie z kazdym miesiącem.

Drugi haczyk zawarty w regulaminie promocji dotyczącej Multimo to zmiana warunków umowy, która nie wymaga naszego podpisu. Po okresie promocji umowa zostaje automatycznie przedluzona na czas nieokreślony, a klienta zaczyna obowiązywac cennik podstawowy (miesieczny abonament za lącze 512 kb/s to okolo 104 zl). Jednak wedlug UOKiK, automatyczne przedluzenie umowy jest zgodne z prawem.

- Takie klauzule stosują nie tylko dostawcy Internetu, ale równiez operatorzy telefonii komórkowych – twierdzi Aneta Styrnik z biura prasowego UOKiK. – Jezeli chcemy zakonczyc umowe na czas określony, trzeba pamietac o wcześniejszym zlozeniu odpowiedniego oświadczenia woli.

Rezygnacja z neostrady TP SA jest nawet drozsza niz w przypadku GTS Energis. Zerwanie po dziewieciu miesiącach umowy na neostrade 512 (promocyjny pakiet dwuletni) kosztowac nas bedzie az 2850 zl.

Wejście na rynek internetowy GTS Energis i Netii spowodowalo, ze TP SA, oprócz zniesienia limitów przesylania danych, dala wszystkim korzystającym z najtanszego abonamentu dwa razy szybsze polączenie w prezencie. Mamy zatem pierwsze efekty rozbijania monopolu TP SA.

Autor artykułu: Michał Franczak

Szczerość w zeznaniach się opłaca

Friday, February 2nd, 2007


Jeśli ktoś coś ukrywa, to zawsze powinien spodziewac sie kontroli – uwaza Radoslaw Hancewicz, rzecznik Izby Skarbowej w Bialymstoku. – Dlatego namawiamy, zeby podczas tegorocznej kampanii PIT-owej deklarowac szczerze swoje zarobki zagraniczne.

W zeszlym roku takie deklaracje zlozyly niecale 2 tys. mieszkanców województwa podlaskiego.

- Ta liczba faktycznie byla niska w kontekście tego, ile mówilo sie o emigracji zarobkowej Polaków – komentuje Hancewicz. – Niewykluczone jest tez, ze jeśli sytuacja sie powtórzy, to podjeta zostanie decyzja o kontrolach.

Przy okazji tegorocznego rozliczania z fiskusem warto przypomniec, ze Polacy, którzy w zeszlym roku zarabiali tylko w Wielkiej Brytanii, po raz ostatni rozliczą sie dwa razy – w kraju i na Wyspach. Za rok ich zagranicznymi zarobkami bedzie sie interesowal wylącznie brytyjski urząd skarbowy. Obecnie muszą jeszcze placic w kraju podatek od kazdego zarobionego funta, tak jak ci, którzy pracowali równiez w Polsce.

Wielka Brytania nalezy, oprócz m.in. USA, Holandii i Szwecji, do krajów, z którymi Polska zawarla umowe o unikaniu podwójnego opodatkowania metodą tzw. proporcjonalnego odliczenia.

Oznacza to, ze od zarobków osiągnietych w tych krajach placimy podatek w Polsce, ale mozemy sobie od niego odliczyc to, co zaplaciliśmy za granicą.

Natomiast m.in. Niemcy, Grecja i Wlochy podpisaly z Polską umowe o unikaniu podwójnego opodatkowania metodą wylączenia z progresją. Jeśli zarabialiśmy pracując w tych krajach, to w Polsce nie zaplacimy podatku od uzyskanych w ten sposób pieniedzy, a tylko od tych zarobionych w kraju. Jednak do ustalenia stawki podatkowej zostanie wzieta pod uwage calośc naszych dochodów.

Autor artykułu: (ew)

Plan do wykonania

Friday, February 2nd, 2007


Podlasianki spotkaniem z Centrostalem rozpoczynają drugą cześc sezonu. Na inauguracje rozgrywek bydgoska ekipa pokonala akademiczki 3:1. Beniaminek wygral, co prawda, pierwszego seta, jednak w dalszej cześci spotkania zdecydowanie lepiej prezentowala sie juz druzyna gości.

Ciągle są groLne

- To byla ciezka potyczka. Początkowi ligi zawsze towarzyszą wieksze nerwy i bylo je widac w poczynaniach mojego zespolu, zwlaszcza w pierwszej partii. Na szczeście póLniej opanowaliśmy emocje i zasluzenie wywieLliśmy z Bialegostoku zwyciestwo – mówi Piotr Makowski, szkoleniowiec bydgoskiego zespolu.

Trener gospodyn ma nadzieje, ze takze na wlasnym terenie jego zespól zgarnie calą pule.

- Przed spotkaniem trzeba spodziewac sie wszystkiego, nawet niewyobrazalnie dobrej gry rywalek. Nie ukrywam jednak, ze licze na zwyciestwo i to za trzy punkty – dodaje Makowski.

Bydgoski szkoleniowiec jest zdziwiony niską pozycją w tabeli PRONAR ZETO ASTWA AZS.

- Szczerze powiedziawszy, nie spodziewalem sie, ze ten zespól bedzie zamykac stawke. Potencjal ma olbrzymi. Nie wszystkie druzyny mogą przeciez pochwalic sie posiadaniem w skladzie reprezentantek Polski. Sylwia Pycia, Marta Pluta, Magdalena Saad – tych dziewczyn nikomu nie trzeba przedstawiac.

Mimo to bialostoczanki nie mogą sprostac oczekiwaniom. Oczywiście, nie mozna tej druzyny lekcewazyc. To ciągle groLny zespól. Kto odpuści z nimi mecz, moze sie srogo rozczarowac. My na pewno tego nie zrobimy – zapewnia trener Centrostalu. – Nie obawiam sie, ze jedna dziewczyna moze zrobic krzywde mojej ekipie. Jeśli Bialystok mialby nam napsuc krwi, to tylko zespolową grą – dodaje.

Niepewna Koczorowska

Podlasianki nie zamierzają tanio sprzedac skóry, tym bardziej ze Kardas jasno określil cele na drugą runde. Jego podopieczne muszą zdobyc 12 punktów, czyli o piec wiecej niz w pierwszej cześci sezonu. Jeśli myślą o wykonaniu planu, muszą szukac punktów takze w spotkaniach z wyzej notowanymi rywalami. Zadanie moze byc o tyle trudne, ze ciągle nie wiadomo, czy w dzisiejszym meczu zagra Dominika Koczorowska.

- Decyzja jeszcze nie zapadla. Dominika przez caly tydzien odpoczywala od treningów. Przeziebione są takze inne dziewczyny, ale mam nadzieje, ze bedą mogly zagrac – mówi szkoleniowiec PRONAR ZETO ASTWA AZS.

PROGRAM 10. KOLEJKI
Sobota:
Centrostal Bydgoszcz – PRONAR ZETO ASTWA AZS Bialystok (godz. 17) Muszynianka Muszyna – Gedania Gdansk (17)
Stal Mielec – Winiary Kalisz (17)
Gwardia Wroclaw – Aluprof Bielsko-Biala (17)

Niedziela:
Nafta-Gaz Pila – AWF Poznan (14.40)

Autor artykułu: Adam Gruberski

Jaga oczko wyżej

Thursday, February 1st, 2007


Decyzję podjęli działacze i sponsorzy bydgoskiego klubu, zmęczeni – jak tłumaczyli – ciągłymi oskarżeniami o udział w aferze korupcyjnej w polskim futbolu.

- W związku z fatalną atmosferą zarząd spółki Zawisza Bydgoszcz zdecydował się na wycofanie z rozgrywek o mistrzostwo drugiej ligi. Nie może być tak, że ktoś, kto w piłkę angażuje grube miliony, zbiera cięgi nie za swoje winy – oświadczył na konferencji prasowej prezes klubu Bartłomiej Krasicki.

Koniec wyścigu Zawiszy

W szoku po otrzymaniu informacji był Bogusław Baniak, trener bydgoskiego zespołu, który jeszcze wczoraj prowadził swoją drużynę w przegranym 1:3 sparingu z Lechem Poznań.

- Byliśmy przygotowani do boju o ekstraklasę, a teraz dowiaduję się, że cała nasza praca idzie na marne. To cios nie tylko dla mnie, ale i dla moich piłkarzy, ich rodzin, wszystkich, którzy włożyli tyle serca w doprowadzenie tej drużyny do drugiego miejsca w tabeli. Nie wiem jeszcze jak, ale muszę jakoś im pomóc. Z tak wspaniałą atmosferą w szatni nie spotkałem się nigdy w życiu – powiedział “Porannemu” Baniak.

Trener Zawiszy przyznaje jednak, że po zatrzymaniu byłego prezesa klubu Wojciecha K., a później oskarżeniach i wyznaniach członka zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej Wita Żelazko spodziewał się takiej decyzji.

- Przewidywałem, że kiedyś to wszystko pęknie. Dużo ludzi tylko czekało na nasz upadek – dodaje Baniak.

Wycofanie Zawiszy spowodowało, że Jagiellonia z trzeciego miejsca przesunęła się na drugie, gwarantujące bezpośredni awans do ekstraklasy. Wyniki bydgoskiej drużyny zostają utrzymane, a w rundzie wiosennej pozostałym drużynom będą przyznawane walkowery.

- Nie jestem ulubieńcem białostockich kibiców, życzę jednak Jagiellonii wywalczenia awansu do ekstraklasy. My już skończyliśmy swój wyścig – dodaje Baniak.

Za grzechy trzeba płacić

Upadek Zawiszy nie zaskoczył trenera Jagiellonii Ryszarda Tarasiewicza.

- Wyniki tego zespołu każdemu wydawały się co najmniej dziwne. Jak ktoś bawi się w takie sprawy, to i musi przewidywać, że będą miały taki koniec. Za grzechy trzeba płacić. Za życia albo po śmierci – mówi trener Jagiellonii.

Nieszczęście Zawiszy i jej kibiców to dobra wiadomość dla Jagi. Żółto-czerwonym ubył poważny konkurent w walce o ekstraklasę. – Jednego groźnego rywala mniej – krótko kwituje Tarasiewicz.

Wraca Vuk

Po wycofaniu Zawiszy z II ligi jego piłkarze będą mieli wolną rękę w poszukiwaniu nowych klubów. Dzięki temu na nowo odżyje temat pozyskania przez Jagiellonię napastnika bydgoskiego zespołu Vuka Sotirovica.

- Oczywiście nie pasujemy, ale będziemy mieli trudne zadanie w przebiciu pierwszoligowców, którzy na pewno złożą mu ofertę. Myślę, że i sam piłkarz będzie się skłaniał ku grze w ekstraklasie – przewiduje trener żółto-czerwonych.

Autor artykułu: Adam Gruberski

Znajdzie dom

Thursday, February 1st, 2007


Historię Jacka opisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Rodzice dziesięciolatka są alkoholikami, mają ograniczone prawa rodzicielskie. Przez wiele lat chłopiec był świadkiem pijackich awantur pomiędzy matką i ojcem. Często kończyły się one biciem (ojciec ma wyrok za znęcanie się nad rodziną). Jacek od ponad trzech miesięcy mieszka u babci. Kobieta nie może się dłużej nim opiekować. Rok temu lekarze wykryli u niej nowotwór. Chłopiec ma trafić do domu dziecka.

– Z całej Polski dzwonią do nas ludzie. Wszyscy chcą przygarnąć mego Jacusia – cieszy się Jadwiga Kryńska. – Dzięki gazetom mój wnuczek nie pójdzie do domu dziecka – dodaje.

Co to dziecko winne?

- Dwa tygodnie temu mówiłem mamie, jak bardzo żałuję, że nie mam młodszego brata. Informacja o Jacku była dla nas jakimś znakiem – mówi Maciej Portas z Nowogardu koło Szczecina. – Całą rodziną niemal natychmiast stwierdziliśmy, że Jacek powinien z nami zamieszkać. Będzie miał u nas dobrze – zapowiada pan Maciej.

Nie ukrywa, że w opisanej historii najbardziej wzruszyła go babcia. – Widać, że chce dla Jacka jak najlepiej. Szkoda, by dziecko trafiło do domu dziecka, skoro może mieć normalną rodzinę – uważa mężczyzna.

Wilungarda Szymczak z Lisowic w województwie dolnośląskim odchowała już trójkę własnych dzieci. Ale na krzywdę maluchów nigdy nie mogła patrzeć obojętnie. Dlatego długo nie zastanawiała się nad przyjęciem Jacka do siebie.

- Co to dziecko winne, że tacy rodzice mu się trafili – mówi kobieta. – A u nas na pewno nigdy żadnym awanturom ani zakrapianym imprezom nie będzie musiał się przyglądać. Ja w swoim życiu może pół szklaneczki piwa wypiłam i jestem chyba pierwszym wrogiem alkoholu w okolicy – żartuje Wilungarda Szymczak.

Jackiem chce się też zaopiekować Teresa Słodowska z Warszawy. – To po prostu biedne dziecko, a babcia jak najszybciej powinna iść do szpitala, zadbać w końcu o swoje zdrowie. A Jacka musi ktoś wychować. Chciałabym, żeby sąd mi pozwolił to zrobić – mówi. – Na poniedziałek umówiłam się już z radcą prawnym. Jak najszybciej chciałabym złożyć wniosek o stworzenie dla chłopca rodziny zastępczej – dodaje.

Rodzina to rodzina

Zdaniem Anny Zieniewicz, dyrektorki Domu Dziecka w Krasnem, sąd w jak najkrótszym czasie powinien rozpatrzyć podania rodzin, które chcą zaopiekować się Jackiem. – Dla tego chłopca najlepiej byłoby, żeby natychmiast trafił do nowej rodziny. Bo rodzina to rodzina. Dom dziecka nigdy jej nie zastąpi – nie ma wątpliwości Anna Zieniewicz.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Łapy od “czwórki”

Thursday, February 1st, 2007


Zamknąć “czwórki” nie damy – twierdzą stanowczo. Szkoła mieści się w dawnym budynku parafialnym, który dzierżawią od księdza.

- To największa zaleta naszej podstawówki. Budynek wynajmujemy za darmo, sami go remontujemy, malujemy, a gmina dopłaca tylko do prądu, ogrzewania i wody. Rocznie to tylko 86 tysięcy złotych. To najtańsza szkoła w naszym mieście – podkreślają rodzice.

Dwa kilometry dalej

Mimo niskich kosztów Roman Czepe, burmistrz Łap, już zapowiedział likwidację szkoły.

- Chce przenieść blisko 200 uczniów do szkoły nr 1, gdzie już teraz jest ponad 600 dzieci. Powstanie moloch, który na pewno nie zapewni maluchom dobrych warunków do nauki – mówi mama drugoklasistki.

- W “jedynce” dzieci mają wf na korytarzu. I to są odpowiednie warunki? – pyta jeden z ojców. – W dodatku szkoła jest oddalona od naszej o dwa kilometry. Dla dorosłego to niewiele, ale dla dziecka, które dźwiga pięciokilogramowy tornister na plecach, to duża odległość. A kto zapewni dojazd?

Będzie na kredę

Roman Czepe tłumaczy, że przeprowadzka ma być dla dobra dzieci w całym mieście. Bo dzięki likwidacji jednej szkoły, pozostałe będą miały lepiej. A tylko uczniowie skorzystają.

- Rocznie dopłacamy do edukacji trzy miliony. A w szkołach brakuje nawet kredy, dlatego musimy oszczędzać – tłumaczy. – Zamiast dopłacać do szkoły, która mieści się w prowizorycznie przystosowanym budynku, lepiej wydać te pieniądze na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne. Uczniom wyjdzie to tylko na dobre – dodaje.

O losie szkoły zdecydują radni, którzy pod koniec lutego zbiorą się na sesji. Później zawiadomią kuratorium.

- Gminy mają na to czas do końca lutego – mówi Bożena Dzidkowska z podlaskiego kuratorium oświaty. Jednocześnie przypomina, że za likwidacją szkoły nie mogą stać finanse. Musi być inny powód, np. złe warunki do nauki.

- Nasi wizytatorzy będą to dokładnie sprawdzać – zapewnia Dzidkowska.

Autor artykułu: Marta Gawina

Kto inwestuje, ten żyje

Tuesday, January 30th, 2007


W województwie podlaskim działają 42 salony dealerskie. Fakt, kilka marek zmieniło w poprzednim roku “właściciela”, ale żaden salon nie zbankrutował.

Raczej rozwój

Zmiany były efektem braku porozumienia z importerem lub polskim przedstawicielstwem danego producenta. W ten sposób na przykład firma Spectrum przestała sprzedawać Fordy. Auta tej marki szybko zaczął oferować Biacomex. Obecnie obydwa punkty zajmują się tym, co przynosi największe zyski, czyli serwisem Fordów. Zresztą Spectrum szybko pocieszyło się nową marką, otwierając drugi w mieście salon i serwis Hyundaia.

Nowy salon ma BMW (Chrysler i Jeep), a wkrótce będą miały Suzuki i Citroen. Dealer Mercedesa rozwija filię w Olsztynie, a Toyoty w Lublinie.

Małe szanse dużych

Tymczasem, jak wynika z danych Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego Samar, w Polsce w 2006 roku 250 dealerów zamknęło firmy (dziś działają ich 1034). Wszyscy oni uznali, że sprzedaż aut jest coraz mniej opłacalna. Zamknęli więc firmy albo sprzedali je wchodzącym stopniowo na nasz rynek zachodnim przedstawicielom dużych sieci dealerskich lub coraz bardziej ekspansywnej Polskiej Grupie Dealerskiej. Na szczęście dla Podlasia, duże firmy (tzw. hipermarkety samochodowe) operują głównie na południu i w centrum Polski.

- Nie sądzę, by wielomarkowe salony aut osobowych odniosły sukces w Białymstoku. Jesteśmy zbyt małym rynkiem. Dzisiaj, jeśli wszystkim dealerom uda się sprzedać w miesiącu 250 aut, to sukces. Samochód to nie lodówka – żeby go sprzedać, trzeba się solidnie napracować. Już większe szanse powodzenia ma wykupowanie słabszych dealerów przez tych najmocniejszych – uważa Andrzej Arefiew, właściciel Top Auto (Opel, Chevrolet).

W Białymstoku też jest firma, która nie jest dealerem żadnej marki, a jako broker pośredniczy w zakupie nowych aut. Wyszukuje je w różnych krajach Europy, wykorzystując różnice w cenach. Nie prowadzi serwisu i nie musi spełniać wymagań importerów, więc nie ma wysokich kosztów.

- Realizujemy kilka transakcji. Najbardziej interesują nas kwoty zakupu powyżej 70 tysięcy, bo wtedy najlepiej widać różnice w cenie. Przy tańszych autach już nie – wyjaśnia Mariusz Łączka, właściciel MLautobroker.

Niby mniej, a lepiej

Według Samaru, salony województwa podlaskiego sprzedawały w zeszłym roku 74 auta miesięcznie (w 2005 roku – 87). W ogóle cała zeszłoroczna sprzedaż (3079 sztuk) była gorsza od tej z 2005 roku (4169 sztuk). Tymczasem w kraju salony w 2006 roku cieszyły się z lepszej sprzedaży – co prawda o niespełna 4 tys. aut, ale zawsze to coś. Jednak białostoccy dealerzy na 2006 rok nie narzekają.

- To był rok na plusie. Inwestowaliśmy w nowe dziedziny, na przykład w sprzedaż i serwis skuterów, co było dobrym posunięciem. W tym roku ten trend kontunuowaliśmy, inwestując m.in. w niezależny serwis dla różnych marek oraz w serwis blacharsko-lakierniczy. Zresztą i sprzedaż nowych aut na razie nie jest zła – mówi Wiesław Poznański, prezes Polmozbytu Plus (Fiat, Lancia).

Drogie na plusie

Powody do radości mają przede wszystkim dealerzy samochodów z segmentu premium, czyli drogich. Wygląda na to, że mieszkańcy regionu wolą wydać ponad 100 tys. zł u dealera, niż ryzykować kupno na Zachodzie auta używanego tej klasy.

Liderem w sprzedaży jest Volvo (61 aut) i Mercedes (100 aut w dwóch salonach), choć poziom sprzedaży z 2005 roku utrzymały też Audi (39 aut) i BMW (32 szt.), a marki, takie jak Subaru i Jeep sprzedały więcej.

Autor artykułu: Andrzej Matys

Windows Vista – nie dla wszystkich

Tuesday, January 30th, 2007


Premiera poprzednika – Windows XP- odbyła się przed sześcioma laty. W stosunku do niego, już na pierwszy rzut oka Vista jest bogatsza. Podczas gdy XP miał trzy podstawowe wersje – Vista ma ich sześć.

Według zapewnień Microsoftu Windows Vista ma być jeszcze przyjaźniejszy w obsłudze i zdecydowanie bardziej bezpieczny, a praca przy jego pomocy – efektywniejsza.

Nowy, atrakcyjny

Specjaliści zgadzają się z tymi opiniami.

- Do plusów Visty zdecydowanie można zaliczyć łatwość pracy, jego obsługa jest też bardziej intuicyjna – mówi Błażej Komarzewski, pracownik sklepu Simmtech w Białymstoku. – Nie można też zapomnieć o tym, że program ten jest bardzo atrakcyjny graficznie.

Jak podkreśla, ważne jest, że to “świeży” system, nie ma jeszcze wielu wirusów komputerowych, które by go atakowały.

Duże wymagania i wiele błędów

Dla użytkowników, którzy zamierzają korzystać z nowego programu, złą wiadomością jest fakt, że w wielu przypadkach będzie on wymagał wydania sporych pieniędzy na sprzęt.

- Wadą tego programu są jego duże wymagania sprzętowe: dobry, szybki procesor, dużo pamięci operacyjnej – mówi Błażej Komarzewski. – Dlatego większość posiadaczy komputerów będzie musiała wymienić sprzęt na nowy, jeśli będzie chciała korzystać z Visty.

Zdaniem fachowców, oprogramowanie źle współpracuje ze sprzętami typu skaner czy drukarka. Na zakup komputera, który będzie w pełni współpracował z nowym systemem, trzeba wydać około 4 tys. zł.

- Program ten na razie zawiera dużą ilość błędów i usterek, które systematycznie będą wykrywane – dodaje Komarzewski.

Autor artykułu:

Czas ciężkich rozmów

Tuesday, January 30th, 2007


Do białostockiej ekipy ściągnięto uznane zawodniczki. Potęgę tworzyć miały Sylwia Pycia, etatowa reprezentantka kraju, ocierające się o kadrę Marta Pluta i Magdalena Saad. Także reszta nowych siatkarek ma już na swoim koncie występy w biało-czerwonych barwach. Niestety drużyna, która miała być groźna dla najlepszych, w dziewięciu meczach uzbierała zaledwie siedem punktów. Akademiczki wygrały tylko z innymi maruderami rozgrywek: Stalą Mielec i AWF Poznań.

- Na pewno jest do dorobek znacznie poniżej moich oczekiwań – ocenia Marian Kardas, szkoleniowiec białostoczanek. – Spodziewałem się, że uzbieramy dziewięć “oczek”, a może i więcej. Jesteśmy silni tylko wtedy, kiedy cały zespół prezentuje wysoki, wyrównany poziom. Niestety, w większości spotkań dobrze graliśmy przez jednego seta, może trochę dłużej, a później było już znacznie słabiej. Brakuje nam liderki, która w trudnych momentach wzięłaby ciężar gry na siebie. A tak, gdy nie idzie jednej dziewczynie, reszta też staje – dodaje trener PRONAR ZETO ASTWA.

Zawiedziony sponsor

Jakie są oczekiwania Kardasa przed drugą częścią sezonu?

- Chcę jak najszybciej przebić się do czołowej “ósemki”, żeby nie martwić się cały czas o utrzymanie. Tego zespołu nie stać w tej chwili na więcej. Wiem, że w klubie mówiło się o wyższych celach, ale to nierealne. Musimy przede wszystkich skupić się na spotkaniach z bezpośrednimi rywalami w tabeli i nie tracić z nimi punktów – mówi trener beniaminka.

Znacznie wyżej poprzeczkę zawiesza Stanisław Łuniewski, sponsor zespołu, który przyznaje, że jest zawiedziony wynikami.

- Powinniśmy walczyć o szóste miejsce, ale w tej sytuacji i ósma lokata będzie dobra. Jeszcze przez dwa mecze będziemy przyglądać się pracy siatkarek i trenera. Później trzeba będzie się przygotować na ciężkie rozmowy i zmiany. A czy dotyczyć one będą szkoleniowca? W tej chwili nie mogę tego potwierdzić – mówi Łuniewski.

Kardas nie obawia się jednak utraty pracy.

- Po każdym meczu rozmawiam ze sponsorami i nie odniosłem wrażenia, że chcą się mnie pozbyć, nie postawili mi żadnego ultimatum. Słyszałem głosy, że są ludzie, którzy zapewnili poprowadzenie tego zespołu do czołówki ligi. Jeśli ktoś podejmie się takiego wyzwania, natychmiast ustąpię mu miejsca – zapewnia trener Podlasianek.

Ciągle szukają

Sponsorzy cały czas rozglądają się za zawodniczkami, które wzmocniłyby siłę ekipy.

- To ciężkie zadanie. Nikt nie chce puszczać teraz czołowych siatkarek. Czas nagli, a my musimy działać. Zaprosiliśmy do Białegostoku drużynę z Mińska. Rozegramy z nią sparingi, a przy okazji może uda się kogoś kupić – kończy Łuniewski.

Autor artykułu: Adam Gruberski

Czykwin to lobbysta

Friday, January 26th, 2007


Kurier Poranny: Złożył Pan wniosek o odwołanie Eugeniusza Czykwina z funkcji przewodniczącego sejmowej komisji mniejszości narodowych. Dlaczego?
Jarosław Jagiełło: Z dwóch powodów. Poseł Czykwin, jako przewodniczący tej komisji, nie może być stronniczy, powinien się interesować i zajmować interesem ogółu, a on zachowywał się po prostu jak lobbysta. I to działający na rzecz jednego stowarzyszenia, dawniej Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, ostatnio działającego pod nazwą Białoruskiego Towarzystwa Kulturalnego. Całą swoją pracę ograniczał do zabiegów, by organizacja ta dostała jak największą dotację.

Może zabiegał o to, bo uważa, że odebranie BTSK dotacji na trzy lata jest ciosem dla kultury mniejszości białoruskiej na Podlasiu? Dotacja została cofnięta z dość błahego powodu.
- Nie chodzi o to, czy powód był błahy, czy nie. Być może wybory na prezydenta Warszawy zostaną powtórzone niby z błahego powodu. Prawo jest prawem i należy je respektować. BTSK złamało dyscyplinę budżetową i słusznie zostało ukarane. Teraz po dotację zgłaszają się ci sami ludzie, działający pod nowym szyldem.

A drugi powód?
- Poseł Czykwin działał niezgodnie z konstytucją. Wkraczał w kompetencje ministra spraw wewnętrznych. Próbował dyktować, jak ma on dzielić rządowe dotacje i pouczać, jakie są zasady rozdziału pieniędzy, a to są kompetencje ministra. Czykwin namawiał zresztą do tego też innych członków komisji. Wystosował w tej sprawie dwa dezyderaty, oczywiście chodziło w nich o pieniądze dla BTK.

A kogo Pan widzi w roli nowego przewodniczącego?
- Obsadzenie tego stanowiska to kwestia uzgodnień międzyklubowych. To nie jest żaden skok PiS na władzę. Ta komisja należała do opozycji i chciałbym, żeby nadal kierował nią ktoś z opozycji.

Spodziewa się Pan, że wniosek o odwołanie przewodniczącego komisji przejdzie?
- Za tym, żeby zająć się tą sprawą, opowiedziało się dziewięciu posłów, dwóch było przeciw, a poseł Czykwin się wstrzymał. Z tego wnioskuję, że inni podzielają moją opinię, że przewodniczący nie wypełnia jak trzeba swojej funkcji. A jaki będzie wynik głosowania nad tym wnioskiem, zobaczymy na następnym posiedzeniu komisji, za dwa, trzy tygodnie.

Absurdalne argumenty

Kurier Poranny: Wiedział Pan, że poseł Jagiełło chce Pana odwołać?
Eugeniusz Czykwin: Mówił już o tym kilka miesięcy temu. Teraz więc znalazł jakieś argumenty, choć, moim zdaniem, są pozorne i absurdalne. Jak mam lobbować za przyznaniem dotacji dla BTSK, skoro Towarzystwo nie występowało nawet o pieniądze do rządu, bo nie może. A BTK to inna organizacja.

Lobbował Pan dla BTSK?
- Nigdy nie kryłem się z krytyką podziału tegorocznych dotacji, ale to chyba nie jest niezgodne z prawem. Jako przewodniczący prowadziłem obrady, ale mogłem też zabierać głos jako poseł. Uważam, że mniejszości białoruskiej w naszym regionie odebrano możliwość uczestniczenia w najważniejszych dla niej imprezach, takich jak: Festiwal Piosenki Białoruskiej, Dialogi nad Bugiem czy ludowe festyny. Te festyny w wielu podlaskich miejscowościach były jedynymi wydarzeniami kulturalnymi w ciągu całego roku. Minister Zieliński też zapewniał, że nie chce ich likwidacji. Pieniędzy dla mniejszości w tym roku jest nawet więcej, ale podzielone zostały tak, że uderza to w kulturę białoruską i ja się na to nie zgadzam.

Poseł Jagiełło zarzuca też Panu, że działał Pan niezgodnie z konstytucją. Próbował Pan narzucać coś wiceministrowi spraw wewnętrznych Jarosławowi Zielińskiemu?
- Zawsze dostawaliśmy szczegółową informację o tym, jak podzielono pieniądze. W tym roku powiadomiono nas tylko, ile dostały poszczególne mniejszości. A komisja jest też od tego, by kontrolować poczynania rządu. Kiedy więc powiedziałem, że oczekuję podobnej informacji, jak w poprzednich latach, zostało to uznane za wkraczanie w kompetencje ministra.

Czy poszło też o to, że jest Pan przeciwny dotacji na budowę Świątyni Opatrzności Bożej?
- Nie. Ja nawet nie głosowałem przeciwko temu wnioskowi. Minister Ujazdowski jako argument wywołał mnie i Supraśl, tylko że supraski monaster jest ponad 500-letnim zabytkiem.

Jeśli wniosek przejdzie, kto będzie Pana następcą?
- Może i przejdzie, bo na ostatnie posiedzenie przyszła nawet poseł Danuta Hojarska, która wcześniej pojawiła się na obradach komisji może ze dwa razy. Jestem z tą komisją związany od 1989 roku (z przerwą), ale nie jestem przywiązany do funkcji, ktoś inny może ją pełnić lepiej. Powinna przypaść opozycji, ale po tym, jak odwołali Pawlaka z komisji rolnictwa, wiem, że wszystko jest w tym Sejmie możliwe.

Autor artykułu: