Archive for the ‘Archiwa ze Starych Postów’ Category

Zabytki odzyskują blask

Friday, January 26th, 2007


Największy remont planuje Podlaski Urząd Wojewódzki. Poprzedni wojewoda, Jan Dobrzyński, chciał przenieść do pałacyku Tryllingów wydział paszportowy. Nowy, Bohdan Paszkowski, nie podochodzi jednak do tego pomysłu tak entuzjastycznie. Chce zmian, ale nie wie jeszcze, jakich.

Była koncepcja, nie ma koncepcji
- Trudno przesądzać, kto w przyszłości zajmie ten budynek – mówi Mirosław Piontkowski, rzecznik prasowy wojewody. – Na razie poczekajmy na budżet. Chcemy zobaczyć, ile i czy w ogóle dostaniemy w tym roku jakieś pieniądze na remont.

Jak dodaje, rozstawione przed budynkiem rusztowania nie oznaczają jeszcze początku wielkich zmian.

- Podczas ostatniej wichury wiatr zerwał z budynku spory kawałek gzymsu – wyjaśnia Piontkowski. – Prace te mają na celu jedynie zabezpieczenie elewacji.

Nie tylko Warszawska

Szybsze zmiany szykują się za to przy ul. Sienkiewicza. Szefowie Zakładu Doskonalenia Zawodowego chcą uzupełnić braki w ceglanej elewacji swej kamienicy. Zamierzają też naprawić uszkodzenia w gzymsie wieńczącym elewację. Na dokładne oczyszczenie całej ceglanej fasady, firmy na razie niestety nie stać.

Do końca zbliża się remont innej kamieniczki – pod numerem 40 – niedaleko skrzyżowania z ulicą Warszawską. Na zewnątrz już dziś można podziwiać odnowione zdobienia – gzymsy, girlandy oraz głowy, podtrzymujące wykusz nad wejściem. Wnętrze budynku w najbliższym czasie zajmą biura.

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski

Marszałek musiał wracać do domu

Friday, January 26th, 2007


Putra jechał na umówione w konsulacie spotkanie z Andżeliką Borys, szefową Związku Polaków na Białorusi, aby omówić pomoc Senatu dla naszych rodaków w tym kraju.

- Jechałem tak, jak zawsze. Jeszcze po polskiej stronie przesiadłem się do samochodu naszego konsula z Grodna – opowiada wicemarszałek. – Naszą część granicy przejechaliśmy bez najmniejszych problemów. Kiedy wjechaliśmy na stronę białoruską, prawie natychmiast zatrzymał nas jeden z pograniczników.

Funkcjonariusz poinformował Putrę, że powinien chwilę poczekać, bo musi coś sprawdzić w komputerze, a ten się zawiesił.

- Czekaliśmy godzinę i dwadzieścia minut. W końcu podszedł do nas pracownik straży granicznej i odmówił mi wjazdu na teren Białorusi. Na pytanie: “dlaczego?”, stwierdził, że robi to na mocy prawa białoruskiego – relacjonuje Krzysztof Putra.

Wicemarszałek zaznacza, że nie zraził się przykrym incydentem na granicy i zapewnia, że już za tydzień wybierze się z identyczną wizytą. – Jako wicemarszałek Senatu odpowiadam za kontakty z Polonią i pod żadnym pozorem nie zamierzam ich zawieszać – stwierdza Krzysztof Putra.

Zapowiedział, że strona polska na pewno złoży w jego sprawie stosowny protest. Bowiem zgodnie z umową, która obowiązuje Polskę i Białoruś, każda osoba, która posiada paszport dyplomatyczny, ma prawo przebywać przez 30 dni w kraju sąsiada bez wizy.

Autor artykułu: (darg)

Kapuściński tu był

Wednesday, January 24th, 2007


To była ziemia starych ludzi. Wszyscy byli starzy. Starość to jest coś takiego bez wyjścia. A wyjścia z tej ziemi nie było dla nikogo. Naokoło granica. Pola, łąki, bagno i las: granica. Tak w 1962 roku o Cisówce, podlaskiej wsi na kresach, pisał Ryszard Kapuściński. Reportaż pt. “Dalej” został opublikowany w jego pierwszej książce “Busz po polsku”.

Podszedł do mnie

Nina Lasotowa dobrze pamięta wizytę reportera.

- Był środek lata. Straszny upał. Przyjechał z dziewczyną. Nie pamiętam, kim była. Może z nim pracowała? – zastanawia się dziś Lasotowa.

- Siedziałam na ławce, kiedy do mnie podszedł. Zapytał, czy sołtys w domu. Bo mój mąż był sołtysem.

Ale mąż był w polu. Więc Lasotowa sama przyjęła Kapuścińskiego i jego koleżankę. Zaprosiła do domu, zrobiła herbaty. Specjalnie na tę okazję z kredensu wyciągnęła zdobione filiżanki. Dzisiaj pamięta już tylko Kapuścińskiego.

- Miły, sympatyczny, przystojny. Trochę łysowaty – przypomina sobie dziennikarza. – I tak fajnie mówił. Nie mógł się nadziwić, jak my żyjemy w tej Cisówce, tak na końcu świata. Bez samochodów, autobusów, kolei… Chodził po podwórku, zaglądał w każdy zakamarek. I tylko powtarzał: jak wam ciężko się tutaj żyje. Ale wtedy lepiej było niż teraz. Bo pociągów dalej nie ma, autobus, jak podczas wizyty dziennikarza, też tylko do Szymek dojeżdża.

Kobieta mówi, że teraz gorzej w Cisówce, bo ludzi mniej.

- Kiedyś dzieci było dużo, ale wszystkie po miastach poszły. A starzy poumierali – kiwa głową.

Po południu do domu wrócił Aleksander Lasota i reporter już tylko nim się interesował. O Aleksandrze wspomniał nawet w swoim reportażu.

Lasotowa nie czytała książki Kapuścińskiego.

- Nawet jej nie widziałam. Ale mąż ją miał. I czytał kilka razy. On był mądry człowiek. Siedem klas skończył. A ja jedną czy dwie. Nie umiem ni pisać, ni czytać – przyznaje.

Pościeliłam im na sianie

O tym, że Kapuściński nie żyje, Lasotowa dowiedziała się wczoraj rano.

- W telewizorze usłyszałam. Smutno mi się jakoś zrobiło. Pożałowałam go. Bo to jednak znajomy człowiek był – mówi.

Wieczorem Lasotowie zaprowadzili dziennikarza i jego koleżankę do sąsiadów: Marii i Michała Janielów. Janiel od lat nie żyje, Janielowa z wizyty Kapuścińskiego dziś niewiele pamięta. Długo się zastanawia, aż w końcu mówi.

- Pościeliłam mu w stodole. Na sianie spał. Wcześniej z mężem długo siedział i o czymś rozmawiali – przypomina sobie z trudem.

Reportażu o Cisówce i swoim mężu nie czytała, bo ani nie pisze, ani nie czyta. – Nie wiem nawet, że była jakaś książka o nas. A może tylko o niej zapomniałam. Idźcie lepiej do Lasoty. Ona więcej pamięta – Janielowa ucina rozmowę.

I wracamy do Niny Lasotowej, a ta potwierdza, że faktycznie przysłuchiwała się rozmowie Janielów z reporterem.- Sąsiadka narzekała, że jej ciężko się żyje, że ma czwórkę małych dzieci, a rodziła rok po roku – wspomina Lasotowa.

Mówi też, że Kapuściński musiał spać w stodole, bo miejsca – ani u niej, ani u Janielów – nie było. Jedni i drudzy mieli gromadkę dzieci, a chałupy małe.

Rano Kapuściński wstał, zjadł śniadanie u Janielów, zaszedł jeszcze raz do Lasotów i pojechał. A raczej odszedł w stronę Szymek…

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Szansa na coś własnego

Wednesday, January 24th, 2007


Pracowałem w różnych firmach i zakładach pracy chronionej. Jedne powstawały, przekształcały się, inne upadały. W końcu postanowiłem założyć coś własnego – opowiada Lech Roszkowski, inwalida III stopnia, który zrealizował swoje marzenie z pomocą miasta. W jaki sposób? Stworzył pracownię projektowania mebli kuchennych, dzięki pożyczce z PFRON-u na zakładanie działalności gospodarczej przez osoby niepełnosprawne. Teraz sam jest szefem i zatrudnia kilku współpracowników.

- Dostałem 30 tys. złotych na najpotrzebniejsze rzeczy. Pracuję już prawie dwa lata, liczę więc na umorzenie połowy długu – mówi Roszkowski.

A jest na to szansa, bo jeśli niepełnosprawny prowadzi działalność dwa lata i spłaca regularnie raty, prezydent umarza 50 procent pożyczonej kwoty.

- To bardzo korzystna forma pomocy, o której wie niewielu niepełnosprawnych – przyznaje Grażyna Garbień z wydziału spraw społecznych Urzędu Miejskiego w Białymstoku. I faktycznie, w ubiegłym roku skorzystało z niej zaledwie pięć osób, dwa lata temu – osiem.

- Już teraz można składać wnioski, a dotację z PFRON-u dostaniemy w kwietniu, wtedy będziemy rozdzielać pieniądze. Można ubiegać się o kwoty od tysiąca do 60 tys. zł. Pożyczka rozłożona jest na 48 rat, ale jeśli firma działa dwa lata, to spłaca się tylko połowę. Jest ona oprocentowana jednorazowo w wysokości 5 procent udzielonej kwoty. Jeśli biznesplan będzie dobrze przygotowany, na pewno nie odrzucimy takiego wniosku – mówi Garbień.

Osoba ubiegająca się o pożyczkę musi być zarejestrowana w powiatowym urzędzie pracy jako bezrobotna lub poszukująca pracy, musi też zabezpieczyć spłatę.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Pierwsza działka z ciekawości

Wednesday, January 24th, 2007


Jak sobie z tym poradzić? Na to pytanie próbowali wczoraj odpowiedzieć eksperci i pedagodzy, którzy wzięli udział w konferencji “Gminne Programy Przeciwdziałania Narkomanii”, zorganizowanej w urzędzie marszałkowskim.

- Białostoccy uczniowie doskonale wiedzą, gdzie i jak dostać narkotyki. Dlatego ani rodzicom, ani nauczycielom nie wolno nawet myśleć: nas ten problem nie dotyczy – uważa Anna Solińska.

Odlot i… szpan

Dlaczego młodzi ludzie sięgają po narkotyki? – Bo chcą spróbować, czy faktycznie dają pełen odlot. A że łatwo je dostać, więc kupują – mówi anonimowo jedna z gimnazjalistek.

Robią to z ciekawości i chęci popisania się przed kolegami.

- Dopiero na dalszych pozycjach są problemy w domu czy w szkole. A z ciekawością walczyć najtrudniej – przypomina Anna Solińska.

Zdają sobie z tego sprawę także dyrektorzy białostockich szkół. Chociaż większość z nich uważa, że w ich placówkach nie ma problemu z narkotykami, wolą być czujni.

- Osiem lat temu mieliśmy grupę uczniów, która je zażywała, jeden z nich próbował nawet rozprowadzać narkotyki. Na szczęście w porę, wspólnie z policją, zajęliśmy się ich sprawą – opowiada Jarosław Dworzański, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 34.

- Z ankiet, które przeprowadzamy w szkole wynika, że nasi uczniowie mają styczność z narkotykami, ale nie na terenie gimnazjum. Żeby im uświadomić, jak wielkie to dla nich zagrożenie, prowadzimy zajęcia profilaktyczne – dodaje Alfred Komar, dyrektor gimnazjum nr 9.

Ratunek w domu

- Równie ważne jest organizowanie zajęć, na których młodzież mogłaby rozwijać swoje hobby. Ważne zadanie stoi też przed rodzicami. Jeżeli dziecko będzie miało w nich oparcie, zwierzy im się nawet z kontaktu z narkotykami. Wtedy będą mogli interweniować – podkreśla Katarzyna Subieta z urzędu miejskiego.

Autor artykułu: Marta Gawina

Nawet się nie zmęczyli

Monday, January 22nd, 2007


Zwycięstwo białostoczan nawet przez chwilę nie było zagrożone. Novum było zdecydowanie słabszym zespołem. Po bardzo dobrym początku sezonu drużyna prowadzona przez Zbigniewa Próchnickiego zaczęła gubić punkty. Okazało się, że doświadczeni Przemysław Gierszewski czy Łukasz Wiśniewski to za mało, żeby walczyć o awans na zaplecze ekstraklasy.

Stawia na młodych

Mispol Żubry od początku rundy rewanżowej odnosi bardzo przekonujące zwycięstwa. A trener białostoczan Marek Kubiak stawia na młodych zawodników. W meczu z Novum w podstawowym składzie pojawili się: Łukasz Wilczek, RafałKulikowski i Łukasz Chelis.

Wilczek od początku sezonu jest pierwszym rozgrywającym Mispolu Żubrów. Do jego postawy nie można mieć większych zastrzeżeń. Jest ambitny i waleczny. W meczu z Novum potwierdził swoją wysoką formę.

Kulikowski zastąpił w wyjściowym składzie słabo prezentującego się Marcina Monacha. Obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi koszykarz gra bez kompleksów.

Owacyjnie przywitany przez kibiców Chelis w drugiej kwarcie spotkania z Novum zdobył pierwsze punkty w barwach Mispolu Żubrów. Trener w niego wierzy, więc skrzydłowy szybko powinien odnaleźć się w drużynie.

Oby taką dyspozycję biało-stoczanom udało się utrzymać jak najdłużej. W meczu z Novum podopieczni trenera Kubiaka od początku dyktowali warunki.

W pierwszej kwarcie białostockim zawodnikom próbował przeciwstawić się Olivier Szyttenholm, który zdobył sześć punktów z rzędu. Szybko został zatrzymany, później sposobu na Żubry szukał Gierszewski, ale niewiele zdziałał. Gospodarze powiększali przewagę i pokazali Novum, gdzie jest jego miejsce w szeregu.

Chcą pomóc Żubrom

Żadnych kłopotów w Sopocie nie mieli zawodnicy Tura.

- Od razu przejęliśmy inicjatywę. Bardzo zależało nam na wysokim zwycięstwie, bo o miejscach w tabeli decydują małe punkty. Trener uczulał nas, że walczymy do końca. Po pierwszej połowie wygrywaliśmy wysoko. Na trzecią kwartę wyszliśmy rozluźnieni, po reprymendzie trenera wszystko wróciło do normy – opowiada Marek Kowalewicz, kapitan Tura.

- Jesteśmy w trudnej sytuacji. Musimy wygrywać, szczególnie z zespołami z dołu tabeli. Teraz czeka nas ciężkie spotkanie z Polonią Warszawa. Zrobimy wszystko, żeby odebrać rywalowi punkty i pomóc Żubrom w awansie – dodaje Tomasz Rzepiejewski, zawodnik Tura.

Wyniki 13. KOLEJKI

Mispol Żubry Białystok – Novum Bydgoszcz 103:82 (21:14, 28:24, 27:16, 27:28). Widzów: 200
Mispol Żubry: Kujawa – 25, Wilczek – 20, Kulikowski – 16, Chelis – 10, Kilian – 8
Monach – 6, Brzozowski – 5, Krajewski – 4, Zadykowicz – 3, Knitter – 3, Kowalik – 3, Zabielski – 0.

OSSM Sopot – Tur Bielsk Podlaski 59:89 (14:26, 13:19, 15:16, 17:28). Widzów: 100.
Tur: Kuczyński – 24, D. Byliniak – 21, Rzepiejewski – 17, R. Byliniak – 5, Kiluk – 5, Sinielnikow – 5, Potrykus – 4, Ćwikowski – 4, Pawluczuk -4, Szczurewski – 0, Zalewski – 0

AZS Kutno – Prokom II Sopot 81:65
ŻTS Nowy Dwór Gdański – Legia Warszawa 68:78
Pierniki Toruń – Polonia Warszawa 70:78

PROGRAM 14. KOLEJKI

27 stycznia:
Prokom II – Mispol Żubry
Tur – Polonia
Novum – Sopot
Pierniki – Piaseczno
Harmattan – Nowy Dwór Gdański
Legia – Kutno

Autor artykułu: Sylwia Kowalczyk

Bo były za słabe psychicznie

Monday, January 22nd, 2007


Początek meczu nie wskazywał na dotkliwą przegraną. Białostoczanki grały uważnie w obronie i skutecznie w ataku, nie pozwalając liderowi na zbyt wiele. Po 10 minutach było 20:18 dla Gimbasketu. Dramat przyjezdnych nastąpił na początku kolejnej odsłony.

- W ciągu kilkudziesięciu sekund straciliśmy osiem punktów, nie zdobywając żadnego. Dziewczyny były w tym meczu za słabe psychicznie i nawet wzięty przeze mnie czas nic nie zmienił. Gubiliśmy piłkę, nikt nie wracał do defensywy, a Widzew skutecznie kończył kontrataki – opowiada szkoleniowiec Gimbasketu Eugeniusz Hałaburda.

Gospodynie uspokoiły grę i spokojnie kontrolowały przebieg wydarzeń. Widzew aż siedem razy trafił za trzy “oczka” i wygrał wysoko.

WYNIKI 14. KOLEJKI

Widzew Łódź – Gimbasket 15 Białystok 105:65 (18:20, 33:8, 25:21, 29:16). Punkty dla Gimbasketu: Misiuk – 19, Zawadzka – 18, Konończuk – 11, Pogorzelska – 6, Praczuk – 6, Misiewicz – 3, Dębowska – 2, Kucharewicz – 0, Kurza – 0.
Lider Pruszków – OSiR Żyrardów 83:79, Biomlek Chełm – AZS UW Warszawa 57:94.

Spotkania: KS Piaseczno – AZS Politechnika Warszawa i La Basket Warszawa – Huragan Wołomin zostały przełożone.

PROGRAM 15. KOLEJKI
27 listopada:
Gimbasket – La Basket
Żyrardów – Piaseczno
Politechnika – Widzew
Huragan – Biomlek
AZS UW – Lider

Autor artykułu: (kw)

Głucho o głuszcu

Monday, January 22nd, 2007


Ekipę przysłał minister ochrony środowiska, który postanowił sprawdzić, czy rzeczony głuszec jest na planowanej drodze, czy go nie ma. A jeśli jest, to ile kogutów (bo tak liczy się populację) mieszka w pobliżu Rospudy.

Przez dwa dni ekipa pod wodzą dr. Andrzeja Krzywińskiego szukała i nie znalazła ani jednego ptaka. Co nie dziwi o tyle, że już w 2005 roku profesor Maciej Gromadzki, przygotowujący opinię dotyczącą wpływu obwodnicy na ptactwo, stwierdził, że w bezpośrednim sąsiedztwie… głuszca nie ma.

Jest, ale dalej

Teraz minister uzyskał potwierdzenie tego faktu. “W rejonie planowanej estakady przez dolinę Rospudy głuszca na pewno nie ma, ale może tam czasem zalatywać” – napisali poszukiwacze głuszca. A najbliższe siedliska znaleźli i owszem, ale aż 15 kilometrów dalej!

- Autostrada może mieć wpływ na ptaki i środowisko, jeśli jest budowana w odległości do jednego kilometra, ale na pewno nie kilkunastu. A w miejscu obwodnicy tych ptaków nigdy nie było i nie ma, dlatego nawet się nie włączałem do tej dyskusji – tłumaczy prof. dr hab. Maciej Gromadzki z Zakładu Ornitologii Polskiej Akademii Nauk.

A że głuszec to ptak cenny, nikt nie ma wątpliwości. Jest gatunkiem ściśle chronionym, a jego populacja w Polsce spada. Wprawdzie pod dostatkiem jest go w Skandynawii i na Syberii, gdzie ponoć nawet się doń strzela, ale w Polsce ptak ten objęty jest ścisłą ochroną gatunkową.

W Puszczy Augustowskiej żyje jedna z trzech populacji głuszca w Polsce. Według różnych szacunków liczy ona od 50 do 70 kogutów.

– Niszczą go drapieżniki, kiepsko wegetuje, na przykład populacja kaszubska głuszca całkiem wyginęła, mimo wprowadzenia zakazu polowań – mówi prof. Maciej Gromadzki.

Ptak cenny jak złoto

Ile głuszec jest wart dla drogowców? Więcej niż gdyby był cały ze złota (skoro dorosły głuszec waży 6 kg, to daje to 210 uncji złota: ptak wart byłby 132 tys. dolarów).

A co by się stało, gdyby go znaleźli? Albo nie byłoby obwodnicy, albo byłaby dużo droższa. Otóż obecność tego ptaka na planowanej trasie oznacza gigantyczne kłopoty. To już nie tylko obszar chroniony Natura 2000, ale przede wszystkim tzw. dyrektywa siedliskowa Unii Europejskiej (chroniąca gniazda ptaków)!

I wtedy trzeba byłoby wydać setki tysięcy złotych na znalezienie nowego domu dla głuszca. A ma on nie lada wymagania: potrzebowałby z rodziną aż stu hektarów starego lasu, żeby mógł godnie i bezpiecznie bytować (co oznacza przerzedzenie podszycia i zabicie wroga – lisa, itp.).

- Trudno mi powiedzieć, jak teraz zakończy się ta sprawa. Decyzję podejmą urzędnicy wojewody i ministra ochrony środowiska – mówi Tadeusz Topczewski, dyrektor białostockiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

A ile za żabę?

Drogowcy mogą na razie odetchnąć. Oto bowiem, jak podała wczoraj “Rzeczpospolita”, trwają prace nad przepisami zmierzającymi do ścigania przedsiębiorców za… spadek populacji żab.

Upraszczając – jeśli przez fabrykę czy inny zakład populacja żab zostanie znacznie ograniczona, winny zostanie pociągnięty do odpowiedzialności! Dlatego na pytanie: ile kosztuje żaba? – już szukają odpowiedzi przedsiębiorcy i… towarzystwa ubezpieczeniowe, które chciałyby zrobić na tym interes.

Autor artykułu: Rafał Malinowski

Można budować

Friday, January 19th, 2007


Już dawno inwestycje nie zajmowały tyle miejsca w białostockim budżecie. W tym roku miasto chce przeznaczyć na nie aż 170 mln zł. To jedna piąta całego budżetu.

- Tylko w ten sposób Białystok może się rozwijać i pozyskiwać pieniądze z funduszy unijnych na dalsze inwestycje – przekonywał Tadeusz Truskolaski.

Ulice i sport

Najwięcej pieniędzy miasto przeznaczy na inwestycje drogowe. Większość z nich, tak jak ulica Baranowicka, będzie finansowana także z zewnątrz.

To właśnie w tym roku ruszą prace przy budowie trasy generalskiej, a jedna z najgorszych ulic w mieście – Produkcyjna – doczeka się modernizacji. Miasto chce także zacząć długo wyczekiwane prostowanie ulicy Mazowieckiej (czyli zlikwidowanie zakrętu) i budowę trasy kopernikowskiej oraz przebudowę wiaduktu Dąbrowskiego. Miasto kupi również nowe autobusy.

Prezydent, zgodnie z przedwyborczymi obietnicami, zadba także o miejski stadion. W tym roku na jego przebudowę i podgrzewaną murawę miasto wyda 5 mln zł. Na wczorajszą sesję przyszło kilkudziesięciu kibiców Jagiellonii, aby podziękować Tadeuszowi Truskolaskiemu za szybką decyzję w tej sprawie.

Wojna o diety

Najwięcej emocji przy głosowaniu nad budżetem wzbudził pomysł zmniejszenia diet radnych. Mariusz Kamiński z PiS zaproponował, aby obciąć fundusze na ten cel o 100 tys. zł, co w praktyce oznaczałoby, że radny miesięcznie otrzymałby około 300 zł mniej.

- To pusty populizm – przekonywał Zbigniew Nikitorowicz, radny PO.

- Może zamiast obcinać diety, to od czasu do czasu przekażmy ich część na cele charytatywne – wtórował mu Marek Chojnowski, także z PO.

Radni nie poparli tego pomysłu. Za był jedynie klub PiS.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Kto strzelał do dzieci?

Friday, January 19th, 2007


Pojawiły się w czwartek, kiedy uczniowie bawili się na imprezie choinkowej.

- Kiedy zauważyliśmy, że dwie szyby mają ślady po kulach, zaczęliśmy szukać przyczyny. Okna nie zostały przedziurawione na wylot. Za to pod szkołą znaleźliśmy kilka metalowych kulek. Od razu zawiadomiliśmy policję – opowiada Ewa Zając, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 15.

To była proca?

Kiedy po południu funkcjonariusze przyjechali na miejsce, stwierdzili, że dziury w oknach mogli zrobić sami uczniowie, strzelając z procy.

- Przyjęłam to wyjaśnienie i wczoraj od rana prowadziłam dochodzenie, kto mógł to zrobić. W południe przyszedł do mnie konserwator. Zaczął opowiadać, że kiedy grabił liście, słyszał, jak kule przelatywały mu koło uszu – relacjonuje dyrektorka.

- Spojrzałem wtedy na wieżowce obok i zobaczyłem otwarte okno. Nie zauważyłem żadnej osoby, ale trudno wykluczyć, że ktoś stamtąd nie strzelał – dodaje pan Maciej, konserwator.

Po tej rozmowie Ewa Zając raz jeszcze zawiadomiła policję.

Boimy się o uczniów

- Coraz bardziej boimy się o swoich uczniów. Gdyby taka kulka trafiła w dziecko, mogłoby dojść do tragedii. Poza tym, to już trzeci przypadek, że w naszych szybach pojawiają się dziury po kulkach – podkreśla dyrektorka szkoły.

- Takie same pojawiły się niedawno w sali gimnastycznej. Teraz zniszczone są szyby w sali, w której uczę małe dzieci. A gdyby to się działo w czasie lekcji? Aż strach pomyśleć – dodaje jedna z nauczycielek.

Dlaczego ktoś strzela?

- Nie wiem. Trudno jest mi samej ustalić sprawcę, ale już nieraz spotkaliśmy się z nieprzychylnością okolicznych mieszkańców. Najwidoczniej komuś przeszkadzają dzieci. I nasza szkoła – przypuszcza Ewa Zając.

- Coś jednak musi być na rzeczy, choć oczywiście nie można wykluczyć, że zrobiły to dzieci – zauważa konserwator.

Policja: spokojnie

Pani Maria, której córka uczy się w podstawówce przy ul. Broniewskiego, nic nie wiedziała o dziurach w szybach.

- Jestem zszokowana. W głowie mi się nie mieści, że ktoś może strzelać do dzieci. Mam nadzieję, że policja szybko wyjaśni tę sprawę – dodaje kobieta.

- Na pewno będziemy to badać – mówi Dariusz Kędzior, rzecznik białostockiej policji.

Jednak zdaniem funkcjonariuszy, mało prawdopodobna jest wersja, że ktoś strzelał w stronę szkoły. – Te łożyska nie przypominają karabinowych nabojów. Ale oczywiście zwrócimy większą uwagę na otoczenie szkoły. Będą jeździły patrole, a dzielnicowy porozmawia z okolicznymi mieszkańcami. Nie ma powodu do paniki. Dzieci i nauczyciele są bezpieczni – twierdzi Dariusz Kędzior.

Autor artykułu: Marta Gawina