To była ziemia starych ludzi. Wszyscy byli starzy. Starość to jest coś takiego bez wyjścia. A wyjścia z tej ziemi nie było dla nikogo. Naokoło granica. Pola, łąki, bagno i las: granica. Tak w 1962 roku o Cisówce, podlaskiej wsi na kresach, pisał Ryszard Kapuściński. Reportaż pt. “Dalej” został opublikowany w jego pierwszej książce “Busz po polsku”.
Podszedł do mnie
Nina Lasotowa dobrze pamięta wizytę reportera.
- Był środek lata. Straszny upał. Przyjechał z dziewczyną. Nie pamiętam, kim była. Może z nim pracowała? – zastanawia się dziś Lasotowa.
- Siedziałam na ławce, kiedy do mnie podszedł. Zapytał, czy sołtys w domu. Bo mój mąż był sołtysem.
Ale mąż był w polu. Więc Lasotowa sama przyjęła Kapuścińskiego i jego koleżankę. Zaprosiła do domu, zrobiła herbaty. Specjalnie na tę okazję z kredensu wyciągnęła zdobione filiżanki. Dzisiaj pamięta już tylko Kapuścińskiego.
- Miły, sympatyczny, przystojny. Trochę łysowaty – przypomina sobie dziennikarza. – I tak fajnie mówił. Nie mógł się nadziwić, jak my żyjemy w tej Cisówce, tak na końcu świata. Bez samochodów, autobusów, kolei… Chodził po podwórku, zaglądał w każdy zakamarek. I tylko powtarzał: jak wam ciężko się tutaj żyje. Ale wtedy lepiej było niż teraz. Bo pociągów dalej nie ma, autobus, jak podczas wizyty dziennikarza, też tylko do Szymek dojeżdża.
Kobieta mówi, że teraz gorzej w Cisówce, bo ludzi mniej.
- Kiedyś dzieci było dużo, ale wszystkie po miastach poszły. A starzy poumierali – kiwa głową.
Po południu do domu wrócił Aleksander Lasota i reporter już tylko nim się interesował. O Aleksandrze wspomniał nawet w swoim reportażu.
Lasotowa nie czytała książki Kapuścińskiego.
- Nawet jej nie widziałam. Ale mąż ją miał. I czytał kilka razy. On był mądry człowiek. Siedem klas skończył. A ja jedną czy dwie. Nie umiem ni pisać, ni czytać – przyznaje.
Pościeliłam im na sianie
O tym, że Kapuściński nie żyje, Lasotowa dowiedziała się wczoraj rano.
- W telewizorze usłyszałam. Smutno mi się jakoś zrobiło. Pożałowałam go. Bo to jednak znajomy człowiek był – mówi.
Wieczorem Lasotowie zaprowadzili dziennikarza i jego koleżankę do sąsiadów: Marii i Michała Janielów. Janiel od lat nie żyje, Janielowa z wizyty Kapuścińskiego dziś niewiele pamięta. Długo się zastanawia, aż w końcu mówi.
- Pościeliłam mu w stodole. Na sianie spał. Wcześniej z mężem długo siedział i o czymś rozmawiali – przypomina sobie z trudem.
Reportażu o Cisówce i swoim mężu nie czytała, bo ani nie pisze, ani nie czyta. – Nie wiem nawet, że była jakaś książka o nas. A może tylko o niej zapomniałam. Idźcie lepiej do Lasoty. Ona więcej pamięta – Janielowa ucina rozmowę.
I wracamy do Niny Lasotowej, a ta potwierdza, że faktycznie przysłuchiwała się rozmowie Janielów z reporterem.- Sąsiadka narzekała, że jej ciężko się żyje, że ma czwórkę małych dzieci, a rodziła rok po roku – wspomina Lasotowa.
Mówi też, że Kapuściński musiał spać w stodole, bo miejsca – ani u niej, ani u Janielów – nie było. Jedni i drudzy mieli gromadkę dzieci, a chałupy małe.
Rano Kapuściński wstał, zjadł śniadanie u Janielów, zaszedł jeszcze raz do Lasotów i pojechał. A raczej odszedł w stronę Szymek…
Autor artykułu: Joanna Dargiewicz