Można budować

January 19th, 2007


Już dawno inwestycje nie zajmowały tyle miejsca w białostockim budżecie. W tym roku miasto chce przeznaczyć na nie aż 170 mln zł. To jedna piąta całego budżetu.

- Tylko w ten sposób Białystok może się rozwijać i pozyskiwać pieniądze z funduszy unijnych na dalsze inwestycje – przekonywał Tadeusz Truskolaski.

Ulice i sport

Najwięcej pieniędzy miasto przeznaczy na inwestycje drogowe. Większość z nich, tak jak ulica Baranowicka, będzie finansowana także z zewnątrz.

To właśnie w tym roku ruszą prace przy budowie trasy generalskiej, a jedna z najgorszych ulic w mieście – Produkcyjna – doczeka się modernizacji. Miasto chce także zacząć długo wyczekiwane prostowanie ulicy Mazowieckiej (czyli zlikwidowanie zakrętu) i budowę trasy kopernikowskiej oraz przebudowę wiaduktu Dąbrowskiego. Miasto kupi również nowe autobusy.

Prezydent, zgodnie z przedwyborczymi obietnicami, zadba także o miejski stadion. W tym roku na jego przebudowę i podgrzewaną murawę miasto wyda 5 mln zł. Na wczorajszą sesję przyszło kilkudziesięciu kibiców Jagiellonii, aby podziękować Tadeuszowi Truskolaskiemu za szybką decyzję w tej sprawie.

Wojna o diety

Najwięcej emocji przy głosowaniu nad budżetem wzbudził pomysł zmniejszenia diet radnych. Mariusz Kamiński z PiS zaproponował, aby obciąć fundusze na ten cel o 100 tys. zł, co w praktyce oznaczałoby, że radny miesięcznie otrzymałby około 300 zł mniej.

- To pusty populizm – przekonywał Zbigniew Nikitorowicz, radny PO.

- Może zamiast obcinać diety, to od czasu do czasu przekażmy ich część na cele charytatywne – wtórował mu Marek Chojnowski, także z PO.

Radni nie poparli tego pomysłu. Za był jedynie klub PiS.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Jeszcze sobie poradzimy

January 18th, 2007


Kurier Poranny: Czy długi w Banku BGŻ to jedyny powód złożenia wniosku o upadłość firmy?

Jerzy Wołkowycki, od listopada 2006 roku przezes spółki: Nie tylko. To także efekt funkcjonowania spółki przez ostatnie parę lat. Po objęciu funkcji zorientowałem się, że firma ma około czterech milionów długu wobec ZUS i drugie tyle wobec banku.

Po zrobieniu bilansu przez biegłego rewidenta dowiedziałem się, że obsługa tego zadłużenia (odsetki, koszty egzekucji itp.) była na poziomie kilkuset tysięcy złotych. Do tego około siedmiu milionów zaległości nieściągniętych od kontrahentów.

Kodeks handlowy jest w takiej sytuacji bezwzględny: w przypadku stwierdzenia trudności w spłacaniu zobowiązań, zarząd jest zobowiązany w określonym czasie złożyć wniosek o upadłość.

Przy czym w sytuacji beznadziejnej jest to upadłość prowadząca do likwidacji spółki. A kiedy są możliwości uratowania firmy, możliwe jest prowadzenie postępowania układowego. I tę wersję wybraliśmy.

Pana zdaniem układy są możliwe? Zgodzą się na to gazownia, zakład energetyczny czy ZUS?

- Myślę, że kiedy zobaczą szansę, że spółka sobie poradzi, to jest to możliwe.

A poradzi sobie dzięki inwestorowi, który ją dokapitalizuje, czy takiemu, który kupi jej długi w banku?

- Sytuacja się poprawia, bo zaczęły nam płacić firmy amerykańskie, które dotąd płaciły słabo. Do tego od 18 grudnia BGŻ prowadzi rokowania w sprawie sprzedaży wierzytelności Biaglassu. Mamy nadzieję, że to będzie inwestor, który pozwoli na kontynuację działalności firmy.

Ale mam też upoważnienie właściciela do poszukania inwestora, który nie będzie się bał podjąć ryzyka zainwestowania w firmę o tak wielkich możliwościach jak Biaglass. I te negocjacje mogą się nawet zakończyć w ciągu kilku najbliższych dni.

Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu:

Biaglass gaśnie?

January 18th, 2007


Zarząd firmy złożył wniosek o upadłość Biaglassu 11 stycznia. Już następnego dnia z sądu gospodarczego otrzymał dokumenty z powrotem. Powód? Uchybienia formalne.

Andrzej Znorkowski, związkowiec z huty, niechętnie mówi o tej decyzji.

– To dopiero wniosek, może uda się uniknąć upadłości. Choć wiemy, że sytuacja jest bardzo nieciekawa, produkcja idzie jednak pełną parą – mówi.

– Ludzie pracują. Gazu nam nie zakręcili. Prąd jest. Jego zdaniem, w zakładzie mało kto wie o sytuacji.

– Załoga powinna złożyć wniosek do prokuratora i służb skarbowych, żeby ustalić, jak do tego doszło – uważa Jan Popławski, szef komisji zakładowej NSZZ Solidarność ‘80 w hucie. Zaznacza, że to jego prywatne zdanie, bo on już został z firmy zwolniony.

Wielkie długi

Według naszych infomacji, zadłużenie huty w Banku BGŻ doszło do 4 milionów. Podobny rząd wielkości to zobowiązania wobec ZUS. Do tego kilka milionów tzw. złych długów, czyli nieściągnięte należności od kontrahentów.

Co na to zarząd Biaglassu? Jak mówi Jerzy Wołkowycki, od dwóch miesięcy prezes spółki, same odsetki od tak olbrzymiego zadłużenia kosztują firmę kilkaset tysięcy złotych rocznie. To nie pozwala wyjść na prostą.

– Ale z bieżącej sprzedaży mamy zyski – zapewnia Wołkowycki i dodaje, że sytuacja może ulec zmianie.

– Trwają negocjacje z inwestorem. Jest to szansa na dokapitalizowanie firmy. Sprawa może się rozstrzygnąć w ciągu kilku najbliższych dni – dodaje.

– Teraz najważniejsze, to nie spanikować, tylko utrzymać produkcję – podkreśla Andrzej Znorkowski.

– Od tego może zależeć utrzymanie miejsc pracy.
Jeśli nie znajdzie się inwestor, będzie to trudne. Dziś w Biaglassie pracuje około 400 osób.

Powtórka z upadłości?

Przypomnijmy, że pierwszy raz ogłoszono upadłość białostockiej huty w 2002 roku. W marcu 2003 kupił ją od syndyka Sam Avny, amerykański biznesmen, który ma złą sławę w naszym województwie. Na szczęście, zwiększył zatrudnienie i produkcję. Ale na przełomie 2004 – 2005 roku zaczęły się straty i kłopoty z wypłatami wynagrodzeń. Trzy ostanie lata firma zamykała stratami. Według danych z Krajowego Rejestru Sądowego, strata za 2005 rok sięgnęła ponad 3,4 mln zł.

Autor artykułu: Maryla Pawlak-Żalikowska

Do weryfikacji wystąp!

January 18th, 2007


Pomysł PiS, by przeprowadzić weryfikację patronów ulic, ma krótkie uzasadnienie – po siedemnastu latach od obalenia komunizmu z tabliczek powinniśmy pozbyć się w końcu nazwisk niezbyt chlubnych postaci. Ułatwić ma to przygotowywana właśnie tzw. ustawa dekomunizująca symbole.

Co z Waryńskim?

W Białymstoku już od dawna nie znajdziemy ulic Marchlewskiego, Dzierżyńskiego, Fornalskiej czy Armii Radzieckiej. Ale jeśli dobrze prześledzimy plan miasta, to znajdziemy na nim kilka ulic, których patroni mogą nie przejść weryfikacji. Jedną z nich jest ulica Ludwika Waryńskiego.

- Dawno powinni zmienić nazwę – mówi Marian Malinowski, jeden z jej mieszkańców. – Na jaką? Przed wojną to była ulica Polna. Urodziłem się w 1923 roku, właśnie na Polnej. Polna powinna być dalej.

Kto godny, kto nie?

Radni miejscy PiS uważają, że ulicami trzeba się zająć niezależnie od tego, czy pomysł premiera zdobędzie poparcie w Sejmie.

- Trudno nazywać osoby, które wyzwalały Białystok w 1944 roku, bohaterami – uważa historyk, a jednocześnie radny PiS, Dariusz Piontkowski. – Trzeba sprawdzić, jak dużo jest jeszcze takich ulic, jaki byłby koszt nadania im nowych nazw.

Jeśli będzie niewielki, to powinien zapłacić za to magistrat. Zwolennikiem zmian jest też jego klubowy kolega Rafał Rudnicki: – Powinniśmy, nawet ze zwykłej ciekawości, sprawdzić, czy wszystkie osoby są godne tego, by miały swoją ulicę w Białymstoku – uważa Rudnicki.

Inaczej na sprawę patrzy Filip Tagil, radny Platformy Obywatelskiej.

- Trzeba pamiętać, że zmiana nazwy ulicy tak naprawdę wiąże się nie tylko z wymianą tabliczek, ale i dowodów, pieczątek czy wpisów urzędowych – mówi Tagil.

Patroni do weryfikacji?

> Aniela Krzywoń (osiedle Starosielce). Bohaterka Związku Radzieckiego, odznaczona pośmiertnie za udział w bitwie pod Lenino
> Władimir Michajłowicz Komarow (osiedle Bacieczki). Pułkownik lotnictwa ZSRR, kosmonauta. Dwukrotnie w kosmosie – w latach 1964 i 1967
> Aleksander Gorbatow (osiedle Wygoda). Dowódca armii radzieckiej, która wyzwoliła 27 lipca 1944 roku Białystok spod okupacji niemieckiej
> Konstantin Edwardowicz Ciołkowski. Radziecki matematyk i fizyk, pracował nad napędem rakiet
> Zygmunt Berling. Dowódca 1. Armii Wojska Polskiego, generał LWP nominowany przez Stalina, członek PZPR.

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski

Takiej Zachęty można tylko pozazdrościć

January 15th, 2007


Kiedy powstawało Podlaskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych, cieszyliśmy się z czeku na 100 tysięcy złotych od ówczesnego Ministra Kultury Waldemara Dąbrowskiego. Wielkość dotacji zależała głównie od tego, ile pieniędzy udało się zebrać na miejscu. Śląska Zachęta też dostała taki czek – tyle że na cztery razy większą sumę. Siła pieniądza przełożyła się na jakość kolekcji, w której znalazł się imponujący, budzący zazdrość garnitur nazwisk i dzieł.

Na co warto pójść do Arsenału? Właściwie wszystkie prace są z rodzaju “zobacz koniecznie”. Jeżeli można coś polecać szczególnie białostockiej publiczności, to prowokującą pomimo upływu lat pracę Natalii LL “Sztuka postkonsumpcyjna” i świetny film feministyczny “Walka” Zuzanny Janin.

Z powodów sentymentalnych warto zatrzymać się chwilę obok “Kołyski” Piotra Kurki – artysty, którego inna praca oburzyła niegdyś białostocką radną. Wystawa czynna do 3 lutego.

Autor artykułu:
(jer)

Stawiają na drogi

January 15th, 2007


Dziś swój budżet prezydent Tadeusz Truskolaski zaprezentuje radnym. Dobrą wiadomością jest to, że dziura budżetowa ma zmniejszyć się o ponad 15 mln zł. Złą, że wynosi aż 67 mln zł!

Wyjdą na ulice

Prezydent stawia przede wszystkim na inwestycje, zarówno te duże, z wykorzystaniem środków unijnych, jak i małe, związane z budową ulic osiedlowych. To właśnie w tym roku ruszą prace przy budowie trasy generalskiej, a jedna z najgorszych ulic w mieście, Produkcyjna, doczeka się modernizacji.

Podobne powody do radości powinni też mieć mieszkańcy Baranowickiej. Miasto chce także zacząć długo wyczekiwane prostowanie ulicy Mazowieckiej i budowę trasy kopernikowskiej oraz przebudowę wiaduktu Dąbrowskiego. W budżecie zapisano także kolejny etap poprawy funkcjonowania komunikacji miejskiej, w ramach którego zostaną zakupione nowe autobusy.

W tym roku także znajdą się środki na dokończenie budowy mieszkań socjalnych w Dojlidach. Cieszyć się mogą także rodzice uczniów, bo w miejskiej kasie pojawiły się wreszcie pieniądze na termomodernizację budynków szkół. Miasto w końcu zdecydowało się też na budowę parkingu przy wydziale komunikacji i spraw obywatelskich magistratu.

Nie zapomnieli o politechnice

W budżecie są także zagwarantowane pieniądze na rozpoczęcie modernizacji stadionu Hetmana. Dość dużym zaskoczeniem jest natomiast zapisanie w rezerwie budżetowej 1,5 mln zł na halę przy Politechnice Białostockiej.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

W jedną noc stracili wszystko. Pomóżmy im!

January 15th, 2007


Środek nocy z soboty na niedzielę. Państwo Kobeszkowie ze wsi Zygmunty koło Krypna spokojnie spali, gdy w ich domu wybuchł pożar.

- Obudziłam się po drugiej – opowiada Małgorzata Kobeszko. – W całym domu było pełno dymu. Natychmiast zbudziłam męża.

Pan Wojciech wstał i poszedł do kuchni. Było tam dużo dymu. – Jak otworzyłem drzwi do sieni, buchnął ogień – relacjonuje z przejęciem.

Uciekali przez okno, zabierając dwie pięciomiesięczne córeczki, Natalię i Wiktorię. Mocno poparzeni zdołali dobiec do mieszkających niedaleko rodziców pana Wojciecha. Stamtąd o godz. 2.30 wezwali pogotowie i straż pożarną.

- Kiedy strażacy przyjechali na miejsce, zastali cały drewniany budynek mieszkalny w ogniu – mówi Marcin Janowski, rzecznik podlaskich strażaków.

Nie było właściwie szans na jego uratowanie. Z całego dobytku Kobeszków zostały tylko zgliszcza. Strażacy ratowali też budynki znajdujące się w pobliżu domu.

Mamo, Wojtek płonie!

- Gdy zobaczyłam, co się dzieje wokół domu Kobeszków, zawołałam córkę – opowiada sąsiadka. – Wyjrzałam przez okno i zaczęłam krzyczeć: Mamo, Wojtek płonie! W kapciach wybiegłam do strażaków, na szczęście, sąsiadów zabrało już pogotowie. Ale to straszna tragedia – dodaje z płaczem.

Natalia i Wiktoria z ciężkimi poparzeniami II stopnia główek i dłoni trafiły do szpitala na chirurgię. Gdy stan ich się pogorszył, zostały przewiezione na reanimację dziecięcą szpitala wojewódzkiego. Także rodzice ucierpieli w pożarze. Obydwoje, z poparzeniami II stopnia, znaleźli się w tym samym szpitalu. – Całe szczęście, że wszyscy przeżyliśmy. Wydaje się nam, że mogło dojść do zwarcia instalacji – mówią.

Przyczyny pożaru ustali śledztwo.

Pomagali innym, teraz sami potrzebują pomocy

- Przecież to mogło spotkać każdego z nas. W tę noc wystarczył silniejszy wiatr, a cała wieś mogłaby spłonąć – mówią sąsiedzi i natychmiast dodają: To tacy porządni ludzie.

Dlatego mieszkańcy Zygmunt szykują się do pomocy. Jeszcze nie wiedzą, jak to zrobią, ale zapewniają, że Kobeszków nie zostawią.

- Oni z chęcią pomagali innym. Teraz my możemy im pomóc – deklarują. Wiedzą, że w pomocy nie będą sami. Proboszcz parafii w Krypnie zapowiedział, że pogorzelców nie zostawi. W przyszłym tygodniu na rzecz poszkodowanej rodziny odbędzie się w kościele zbiórka pieniędzy.

- Liczymy na każdą możliwą pomoc – mówią Kobeszkowie. – Najbardziej prosimy o pomoc w odbudowie domu i jakieś ubranka dla dziewczynek. My sobie jakoś poradzimy – zapewniają.

Każdego, kto chce pomóc rodzinie Kobeszków, prosimy o kontakt z naszą redakcją, pod numerem tel. 085 748-95-11, a także e-mailem: romanczuk@poranny.pl

Autor artykułu: Piotr Rydzewski
Marta Romańczuk

To gra wielkie serce

January 11th, 2007


Jak zwykł mawiać Jurek Owsiak: “Oj, będzie się działo”. Na scenie białoruska gwiazda rocka – NRM, a przez cały dzień muzycy białostockiej sceny i kabarety. A to dopiero początek długiej listy atrakcji, które czekają nas podczas imprezy na placu Uniwersyteckim.

Zawodnicy Sumo, siłujący się na scenie, piłkarze Jagielloni, prezentujący tricki z piłką i licytujący klubowe gadżety – to dla miłośników sportu. Będzie też coś dla amatorów starej motoryzacji, bo obok sceny ustawią się najpiękniejsze auta, przy których będzie można zrobić sobie zdjęcie.

Swoje wozy zaprezentują także policjanci i strażacy. Każdy będzie mógł z wysokości strażackiej drabiny podziwiać panoramę miasta i pozdrowić tysiące białostoczan. Do Orkiestry dołączy też korowód rowerzystów z Masy Krytycznej.

Finał Wielkiej Orkiestry to tradycyjnie już licytacje niezwykłych przedmiotów. A że to 15. rocznica imprezy, pracownia plastyczna Art Deco przygotowała specjalną niespodziankę, która prawdopodobnie przyćmi blaskiem wszystkie licytowane fanty.

- Będzie to olbrzymie złocone serce, z małymi serduszkami w środku. Symbolizują one wkład nas wszystkich w tą szlachetną akcję – tłumaczy Jarosław Komarczuk, artysta, z pracowni którego wyszło to niezwykłe dzieło sztuki.

Pojawi się też inne serce, z lodu, które będzie trzeba rozpuścić. W tej akcji uczestniczyć będą studenci z zagranicy, przede wszystkim z Białorusi, którzy uczą się w Białymstoku. Wiadomo, że droga do serca prowadzi przez żołądek, dlatego harcerze ustawią kuchnię polową, Tatarki częstować będą specjałami rodzimej kuchni, nie zabraknie przysmaków hinduskich.

Ten, kto zmarznie, będzie mógł otulić się olbrzymim swetrem, zrobionym na drutach przez uczennice szkoły odzieżowej. Na koniec pozdrowimy Polskę w esperanto.

Na scenie Orkiestry

> 12-12.30 – Orkiestra dęta Franciszka Mocarskiego
> 12.30-13 – Kabaret Small Biznes
> 13-13.40 – MOTOKLUB – pokaz starych maszyn i wozu strażackiego – możliwość robienia zdjęć
> 13.40-14 – Tancerki MDK, harcerska kuchnia polowa ZHP
> 14-15 – Zespół The Pioruners
> 15-15.40 – Zespół Shamhain
> 15.40-16.20 – Zespół True Colour, n 16.20-17 – Zespół Advesarius
> 17-17:40 – Zespół Twins
> 17.40-18.20 – Zespół Pure
> 18.20-18.40 – Fireshow grupy Avalon
>18.40-19.20 – Zespół Hellrizer
> 19.20-20.10 – Zespół Mr. Pollack
> 20.10-20.30 – Chór WSAP-u
> 20.18-20.20 – Światełko do nieba
> 20.30-21.10 – Zespół Milczenie Owiec
> 21.10-21.50 – Zespół Rima
> 21.50-22.30 – Zespół Sjel
> 22.30-23.20 – Zespół Judy 4
> 23.20-00.10 – Zespół NRM

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Rozdanie polityczne?

January 11th, 2007


Chodzi o Ogólnopolski Festiwal Piosenki Białoruskiej, imprezę, na której co roku bawiło się kilka tysięcy osób. W tym roku miała się odbyć już po raz 38. Niestety. Komisja rozdzielająca dotacje w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji uznała, że Towarzystwo nie jest wiarygodnym partnerem, by przyznać mu prawie 157 tys. zł na jedną imprezę.

Cztery miesiące to za mało

- Nie mieliśmy gwarancji, że tak duża dotacja zostanie dobrze wykorzystana – przyznaje Danuta Głowacka-Mazur, zastępca dyrektora departamentu wyznań religijnych oraz mniejszości narodowych i etnicznych w MSWiA.

Wyjaśnienie to jest o tyle zaskakujące, że Towarzystwo, zarejestrowane wprawdzie na początku września 2006 roku, jest spadkobiercą Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, które ze względu na źle rozdysponowaną część dotacji (zamiast na imprezę, wydali ją na schody w swojej siedzibie) przez trzy lata nie może ubiegać się o wsparcie z ministerstwa.

Kara? Jaka kara

Jarosław Zieliński, wiceminister MSWiA, podkreśla, że “ucięcie” dotacji na festiwal nie powinno być odbierane jako cios w Jana Syczewskiego.

- Trzeba pamiętać, że Towarzystwo jest tak naprawdę tą samą organizacją co BTSK – wyjaśnia Zieliński. – Mogliśmy więc w ogóle nie przyznać mu dotacji. Ale uznaliśmy, że imprezy, które chce zorganizować, są cenne i chcemy, by choć część była realizowana.

Robert Tyszkiewicz, poseł PO z komisji mniejszości narodowych i etnicznych, nie rozumie takiego tłumaczenia. Uważa, że decyzja ta ma podtekst polityczny.

- Przecież festiwal ożywia społeczność małych wiosek. Na pewno jest ważniejszy niż te imprezy, na które TKB dostało dotacje. A są to m.in. białowieska Noc Kupały oraz prezentacja zespołów kolędniczych i obrzędowych.

Jan Syczewski, pytany o przyszłość imprezy, odpowiada krótko: – Nie wiem, co się z nią stanie.

Jarosław Zieliński zapewnia, że ma pewne wyjście. – Zastanawiamy się, czy nie ogłosić konkursu otwartego na organizację festiwalu

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski

Łańcuch sprawiedliwości

January 11th, 2007


Godzina 10. Z budynku sądu przy ulicy Skłodowskiej wychodzi kobieta, opiera się na kuli. Z torby wyjmuje szarfę i nakłada ją na siebie, po czym wyciąga łańcuch i kłódkę i przykuwa się do balustrady schodów. Na szarfie widnieje napis: “Żądam sprawiedliwości”. Przy inwalidce zatrzymują się przechodnie.

- Sprawiedliwość jest tylko z nazwy. Kobieta walczy. Do ostateczności ją te sądy doprowadziły – słychać ze wszystkich stron.

Sama nie może wypowiedzieć słowa. Łamie się jej głos, a z oczu płyną łzy…

Będzie walczyć do upadłego

Wiesława Truszczyńska straciła męża cztery lata temu. Zmarł w wyniku zawału serca w Szpitalu Miejskim w Białymstoku.

Wystąpiła o 200 tys. zł odszkodowania. Po wielu procesach sprawę w pierwszej instancji przegrała. – Sędzia, która prowadziła sprawę, uwzięła się na mnie. Była niemiła, wręcz przykra. Nie dopuszczała mnie do głosu. Chciałam zmiany sędziego, ale nie zgodzili się – skarży się Wiesława Truszczyńska. – Chcę walczyć dalej, ale sąd nie chce zwolnić mnie z opłaty. To prawie 11 tys. zł, a ja mam jedynie 900 zł renty.

Kobieta nie zamierza się poddać. Wczoraj złożyła wniosek o zwolnienie z opłat sądowych i aby pokazać swoją determinację, przykuła się do barierki przed sądem. – Będę stać tak długo, aż zabiorą mnie stąd nieprzytomną albo uzyskam zwolnienie z opłat – jeszcze o godzinie 14 deklarowała Truszczyńska.

Musi czekać jak każdy

Wczoraj sprawa pani Truszczyńskiej trafiła do Warszawy. – Złożyłem dokumenty u Rzecznika Praw Obywatelskich, bo to jawne łamanie prawa – mówi Zbigniew Dudka, szef białostockiego Primum Non Nocere.

- Rzeczywiście, dokumenty wpłynęły, ale sądy są niezawisłe i nie możemy wpływać na ich decyzje – odpowiada Stanisław Wileński z biura RPO.

Tymczasem w białostockim sądzie okręgowym wszyscy byli zdziwieni postępowaniem kobiety, choć nikt nie wyszedł, aby z nią porozmawiać.

- Mogę ją przyjąć tutaj, ale nie jestem władny, aby koszty sądowe umorzyć – mówi Jarosław Kamiński, prezes Sądu Okręgowego w Białymstoku. – Z drugiej strony, każdy ma obywatelskie prawo do różnych form protestu i jeśli nie niszczy mienia, to nie ma powodu, żeby mu tego zabronić.

Zdziwiony protestem Wiesławy Truszczyńskiej był także Mirosław Konieczko, przewodniczący I wydziału cywilnego. To właśnie jego wydział prowadził tę sprawę.

- Nie rozumiem tak drastycznego postępowania. Pani Truszczyńska złożyła dziś wniosek o zwolnienie z kosztów. Musi dołączyć do niego jeszcze oświadczenie majątkowe na urzędowym druku i sąd wniosek rozpatrzy – mówi Mirosław Konieczko. – Wcześniej sąd także zwolnił panią Truszczyńską z wpisu sądowego, który wynosił 17 tys. zł.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba